Nastolatki

Szpitalna sala tortur

Chyba każdy z nas przynajmniej raz w życiu słyszał straszne historie o wrogich szpitalach, groźnych pielęgniarkach czy ohydnym szpitalnym jedzeniu. Niestety tak się składa, że ja również zostałam zaznajomiona z tymi stereotypami. Z tego właśnie powodu, gdy po raz pierwszy zmuszona byłam zostać na kilka dni w brytyjskim szpitalu, owładnęło mną niemałe przerażenie.

Pod koniec stycznia miałam niezbyt przyjemną okazję być pacjentką A&E. Po przebadaniu przez lekarza, przydzielono mi tymczasowe łóżko, które musiałam opuścić jeszcze tego samego dnia, jak tylko zwolni się miejsce na oddziale. Ku mojemu zdziwieniu, łóżko stało w bardzo schludnej, obszernej sali, połączonej z czystą, nowoczesną łazienką. Pokój przeznaczony był tylko dla jednego pacjenta i prawdę mówiąc, ta prywatność bardzo przypadła mi do gustu. Właśnie dlatego wiadomość o wolnym miejscu na oddziale nie była przeze mnie wyczekiwana.

Oddział czwarty, na który później trafiłam, również był niczego sobie.Sześć łóżek na sali, przy każdym mały telewizor. Był to także pokój en suite, co mnie bardzo cieszyło, gdyż perspektywa paradowania przez cały szpital w piżamie, niosąc pod pachą przybory do mycia, nie bardzo mnie cieszyła. Na tym oddziale spędziłam następne cztery dni i muszę powiedzieć, iż nie było tak strasznie, jak to sobie wyobrażałam. Pielęgniarki były niezwykle miłe, a współlokatorzy niezbyt dokuczliwi. Ach, no i oczywiście aspekt tegoż podobno okropnego szpitalnego jedzenia! Następny mit, który natychmiast trzeba obalić. Jedzenie było zaskakująco smaczne. Trzy opcje do wyboru na każdy posiłek a do tego przystawka oraz deser.  Osobiście polecam szpitalne lody waniliowe. Ponadto co pół godziny ktoś ci wciska herbatę i ciastko czy inną przekąskę. Żyć nie umierać. Niestety wkrótce nadeszła smutna wiadomość, iż znów muszę zmienić oddział.

Oddział szósty niewiele się różnił od oddziału czwartego. Jedynym niepocieszającym faktem było położenie łazienki. Znajdowała się ona w korytarzu, co oznaczało, iż aby wziąć prysznic, trzeba było pokazać swoją piżamę większej liczbie ludzi. Zostałam tam tylko na dwie noce, zanim przyszło powiadomienie o ponownej zmianie oddziału. Miałam nadzieję trafić gdzieś, gdzie nikt nie wiedział jakiej odżywki do włosów obecnie używam. Co mnie późniejsze doświadczenie nauczyło, nadzieja jest matką głupich.

Oddział dwunasty był to istny koszmar. Sprawiał wrażenie, jakby nie należał do reszty tego samego szpitala. Sale były ogromne, po piętnaście łóżek. Tylko dwie małe łazienki, w których wszystko się psuło, a korzystało z nich około trzydziestu pacjentów. Brakowało również telewizorów, a zdążyłam się już z nimi zaprzyjaźnić. Mój stolik nocny był cały zalepiony resztkami obiadu poprzedniego użytkownika, no a jeszcze na dodatek, któryś z pacjentów miał poważne problemy z higieną osobistą, gdyż odór na sali dosłownie zapierał dech. Na moje szczęście w tym pokoju tortur spędziłam tylko jedną, ostatnią noc. W momencie, gdy już pakowałam walizkę, aby udać się do domu, przywieźli nową pacjentkę. W duchu życzyłam jej, aby jak najszybciej opuściła to straszne miejsce oraz aby tak jak ja, miała okazję się przekonać, iż szpitalne stereotypy wcale nie muszą być prawdziwe.

Ola