Nastolatki

Zabawa w ratownika

Na Wyspach jest wiele organizacji szukających wolontariuszy do pracy jako ratownicy przedmedyczni na wszelkiego rodzaju imprezach. Na terenie Anglii oraz Północnej Irlandii jest to St. John Ambulance, w Szkocji - St. Andrew’s Ambulance, a w Walii - St. John Cymru.

Ponadto istnieje również British Red Cross, którego działalność obejmuje całą Wielką Brytanię. Przynależność do takiej organizacji to nie tylko obowiązki, ale również wiele świetnej zabawy.

Ja sama jestem członkiem St. John Ambulance. Oprócz pełnienia dyżurów na imprezach, uczęszczam na cotygodniowe spotkania w środowe wieczory. Jest to okazja, aby spotkać się ze znajomymi, porozmawiać oraz zarezerwować dla siebie dyżur. Nasze środowe spotkania są również okazją, aby nauczyć się czegoś nowego, często w dość niekonwencjonalny sposób.

W pewną marcową środę jak zwykle udałam się na spotkanie członków SJA. Wcześniej tego samego dnia dostałam tajemniczą wiadomość, aby wziąć ze sobą odblaskową kurtkę oraz apteczkę pierwszej pomocy. Bez większego zastanowienia wypełniłam polecenie. Gdy wieczorem stawiłam się na miejsce, wszyscy, poza dowódcą naszego oddziału, byli już obecni. Teraz czekaliśmy tylko na niego. Po jakimś czasie i on się zjawił oświadczając, iż w okolicy wybuchły zamieszki. Mieliśmy  jedynie pół godziny na zorganizowanie w naszej bazie punktu pierwszej pomocy, przydzielenie zadań oraz wysłanie grupy na patrol w poszukiwaniu rannych. Pomimo tego, że były to tylko ćwiczenia, wszyscy byli bardzo podekscytowani tym, co nas czeka.

Zaczęliśmy od przygotowania naszej bazy, dzieląc ją na trzy strefy: obszar dla pacjentów z poważnymi obrażeniami, dla pacjentów z obrażeniami niezagrażającymi ich życiu oraz strefę regeneracyjną, gdzie opatrzeni pacjenci mogli czekać na swoich bliskich.

Następnym krokiem było przydzielenie ratowników do poszczególnych zadań. Ja, wraz z Paddym odpowiedzialni byliśmy za centralę. Mieliśmy odbierać wezwania od patroli oraz, gdy było to niezbędne, notować ich lokalizację i wysyłać potrzebne wsparcie z odpowiednim sprzętem. Praca była dość ciekawa, choć to właśnie patrole miały najwięcej zabawy.

 Gdy byłam już przekonana, że utknęłam w bazie na dobre, Josh, jeden z ratowników patrolujących okolicę, stwierdził, że dokucza mu stara kontuzja kolana oraz, że lepiej będzie, jak ktoś inny zastąpi go w terenie. Oczywiście od razu zgłosiłam się na ochotnika. Ponieważ członkowie SJA zawsze działają w grupie, zostałam przydzielona do pracy wraz z Jo, Caroline i Carlem. Już po chwili natknęliśmy się na „rannych”. Były to dwie dziewczyny w wieku około szesnastu lat. Scenariusz był taki, że jedna z nich została raniona nożem i straciła przytomność, a druga skręciła kostkę.  Była nas tylko czwórka ratowników, tak więc potrzebowaliśmy wsparcia z noszami oraz krzesłem do transportu rannych. Jo natychmiast zgłosiła problem przez swoją krótkofalówkę. Gdy wsparcie przybyło na miejsce, położyliśmy opatrzoną już ofiarę napadu na nosze i pobiegliśmy do punktu pierwszej pomocy. Dziewczynę ze skręconą kostką również przywieźliśmy do bazy na dalsze leczenie.

Opisane wydarzenie było zaledwie niewielkim ułamkiem tego, co działo się tamtej nocy. Do punktu pierwszej pomocy przywożono ofiary pobić, pacjentów cierpiących na astmę, ludzi z zawałem serca. Udało nam się przerobić chyba każdy z możliwych scenariuszy. Oczywiście nasi pacjenci byli zaledwie aktorami, lecz trzeba przyznać, iż grali niesamowicie dobrze. Poruszeni przechodnie często ofiarowali swoją pomoc, nie mając pojęcia, że są jedynie świadkami ćwiczeń. Pod koniec wieczoru w bazie zjawiła się nawet karetka pogotowia, która otrzymała wezwanie od jednego z przechodniów. Poza tym jednym incydentem, ćwiczenia przebiegły bez większych problemów. Wszyscy otrzymaliśmy pochwałę za sprawne działanie oraz umiejętną pracę w grupie.

Jestem pewna, że jako członka St. John Ambulance czeka mnie jeszcze wiele takich ekscytujących przygód.

Ola