Sat11182017

Last update09:57:12 am

Font Size

Profile

Menu Style

Cpanel
Back Czytadło Strona główna CZYTADŁO - nowe Strona główna Nastolatki Strona główna Ukończyłam Great North Run 2012

Ukończyłam Great North Run 2012

  • PDF

W niedzielę 16 września 56 tysięcy osób wzięło udział w corocznym, rozgrywanym na trasie Newcastle-South Shields biegu Great North Run. Jednym z nich byłam ja. Dziś chcę się podzielić swoimi wspomnieniami i wrażeniami z półmaratonu.

 Na udział w słynnym biegu Bupa Great North Run zdecydowałam się już ponad rok temu. Jako że jestem wolontariuszem w organizacji o nazwie St. John Ambulance, o której więcej dowiedzieć się można z moich poprzednich artykułów, we wrześniu poprzedniego roku miałam okazję uczestniczyć w tej imprezie w charakterze ratownika przedmedycznego. Panująca atmosfera oraz tyle tysięcy ludzi zauroczyły mnie na tyle, że sama postanowiłam pobiec w tym niezwykłym półmaratonie, zbierając fundusze na rozwój St. John Ambulance.

Aby otrzymać miejsce w biegu musiałam tylko wypełnić kilka rubryk w formularzu aplikacyjnym, odpowiedzieć na parę pytań i czekać na odpowiedź. Trenowałam więc regularnie i czekałam. W maju 2012 roku nareszcie otrzymałam potwierdzenie, że mogę wystartować w Bupa Great North Run 2012. Byłam wniebowzięta.Teraz pozostało mi tylko przekonać ludzi, aby sponsorowali mój bieg i finansowo wsparli organizację, dla której zdecydowałam się wystartować, a to nie było łatwe. Okazało się, iż ludzie, na których najbardziej mogę liczyć to moja rodzina i przyjaciele. To dzięki nim udało mi się zebrać dość dużą sumę, choć nie zdołałam jeszcze sięgnąć mojego ustalonego wcześniej celu w wysokości 350 funtów. Na szczęście mam jeszcze czas do 29 października, tak więc jeśli chcesz pomóc mi osiągnąć mój cel, a przy okazji przyczynić się do uratowania ludzkiego życia, możesz to zrobić online na stronie JUST GIVING >> . Ponieważ znajomość pierwszej pomocy może uratować co roku aż 140 tysięcy istnień ludzkich, czyli tyle samo ludzi, ile umiera w ciągu roku na raka.

W sierpniu 2012 roku przed moim biegiem otrzymałam dwie paczki. Jedną od organizatorów Great North Run, gdzie zawarty był mój numer startowy oraz wskazówki dotyczące treningu i wielkiego dnia. Drugą natomiast otrzymałam od St. John Ambulance. Była w niej koszulka z moim imieniem i wszelkiego rodzaju rekwizyty, które miały mi pomóc w zbieraniu pieniędzy.

W dniu biegu zaczęłam się odrobinę stresować, ale zarazem byłam bardzo szczęśliwa i podekscytowana całym wydarzeniem. Wstałam z samego rana i przygotowałam strój, w którym miałam pobiec oraz spakowałam dużo ciepłych ubrań na zmianę. Choć start miał odbyć się dopiero o 10:40, ja na nogach byłam już o 6:00. Na szczęście z dotarciem na start nie było większych problemów. Z całą rodziną zapakowaliśmy się do samochodu i wyjechaliśmy do Newcastle. Gdy w mieście spostrzegłam dużą grupę ludzi z charakterystycznymi numerkami przyczepionymi do koszulek, po prostu wysiadłam z samochodu i podążyłam za nimi. W tym czasie rodzina pojechała do South Shields, aby spotkać mnie na mecie.

Gdy dotarłam na start zostaliśmy podzieleni na grupy według przewidywanego czasu ukończenia biegu. Najszybsi umieszczeni byli w grupie pomarańczowej, tuż za profesjonalnymi atletami, a najwolniejsi, różowi, znależli się na samym końcu. Ja znalazłam się w strefie zielonej.

Tuż przed startem, gdy już przydzielono nas do poszczególnych stref, na ogromnym ekranie ponad naszymi głowami pojawił się mężczyzna, który przeprowadził rozgrzewkę. Podczas niej wszyscy śmiali się i rozmawiali. Czułam się tak, jakbym ludzi stojących obok mnie znała od wieków. Atmosfera była nie do opisania. I co było niesamowite, większość z tych ludzi biegła, aby zebrać pieniądze na jakiś szczytny cel, część z nich, aby przyciągnąć większą uwagę, wystąpiła w przebraniu. W dniu wyścigu spotkałam się na przykład z Spidermana, dwójkę ludzi biegnących jako żyrafa czy też grupkę Oompa loompa z popularnego filmu „Charlie i fabryka czekolady”.

Po rozgrzewce nareszcie nadszedł ten długo oczekiwany moment, gdy wszyscy usłyszeliśmy wystrzał oznaczający początek biegu. Oczywiście kolejka do startu miała długość jakiegoś kilometra, tak więc zanim tam w końcu dotarłam minęło już jakieś pół godziny. Jednak dzięki specjalnym czipom przyczepionym do butów biegaczy, czas każdego uczestnika mierzony był dokładnia od momentu przekroczenia startu do dotarcia do mety.

Po przekroczeniu linii startu zaczęłam biec. Zdołałam przebiec dość dobrym tempem około 7 mil, ale to wyłącznie zasługa wspaniałych ludzi, którzy krzycząc imię przypadkowych uczestników, motywowali ich do dalszego biegu. Na piątej mili 5 przy namiocie pierwszej pomocy stali wszyscy moi najbliźsi przyjaciele z SJA, którzy jak co roku, robili wszystko co w ich mocy, aby zapewnić bezpieczeństwo uczestników. Oczywiście, gdy ich mijałam, słyszałam, jak mnie dopingują, co sprawiło, że uśmiech nie schodził mi z twarzy aż do samego końca. Po ósmej mili zaczęłam już czuć niemałe zmęczenie, tak więc znacznie zwolniłam tempa. Ostatnie trzy mile to było prawdziwe wyzwanie. Nogi odmawiały mi już posłuszeństwa, lecz z zaparciem dalej dążyłam do mety. Myślałam, że nie zdołam już przebiec ostatnich 400 metrów, lecz gdy zobaczyłam upragnioną metę, nagle znalazłam w sobie jeszcze resztki sił. Gdy przekroczyłam linię mety, czułam się niesamowicie szczęśliwa.

Przebiegłam cały półmaraton - 13 mil czyli 21 kilometrów. Większość trasy w deszczu. Było to niemałe wyzwanie. Jestem szczęśliwa, że zdecydowałam się je podjąć i już wiem, iż w następnym roku pobiegnę w Bupa Great North Run 2013.

Ola

 

Czytaj także