Sat01202018

Last update03:45:50 pm

Font Size

Profile

Menu Style

Cpanel
Back Rozrywka Strona główna ROZRYWKA - nowe Strona główna Turystyka Strona główna Spacerkiem wśród duchów - od Whitburn do South Shields

Spacerkiem wśród duchów - od Whitburn do South Shields

  • PDF
  • Prev
  • 1 of 11
  • Next

Jedno mogę Wam zagwarantować – ten około pięciokilometrowy spacer jest niepowtarzalnym przeżyciem i nie znajdziecie tego w żadnym polskim przewodniku...

Udając się parę mil na północ od opisywanego poprzednio miasteczka północnej Anglii – Sunderland (czytaj:  "Spacer po Sunderland i okolicach") nadmorską trasą trafiamy do miejscowości Whitburn.

Whitburn nieopodal Souter Lighthouse (czyli pierwszej na świecie latarni morskiej zasilanej elektrycznością)  była do roku 1969 wioską górniczą z dziewięcioma ulicami, kościołem, pubem, szkołą, gabinetem lekarskim, pocztą; zamieszkiwaną przez około 700 osób, rodziny górników pracujących w pobliskiej kopalni.

Po owej wiosce nie pozostało jednak nic i tak naprawdę nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego rządowi angielskiemu nie chciało się jej utrzymać. Trudno uwierzyć, że zrównana została ona z ziemią w tak krótkim czasie. Nie miałabym o tym pojęcia, gdyby jedna z moich podopiecznych – starsza, przemiła Angielka nie opowiedziała mi o tym.

... a może duchy maczały w tym palce, jak nie duchy - to na pewno morze....

Przy Souter Lighthouse właśnie zaczyna się nasz spacer. Zanim jednak zdecydujemy się na spacer w kierunku północnym czyli do Marsden Grotto, warto jest udać się pareset metrów na południe, by zobaczyć inne groty morskie.

Najfajniej jest, jeżeli mamy szczęście i jest odpływ. Morze wtedy ustępuje na kilkadziesiąt metrów, pozwalając podziwiać swoje dno, a groty wydają się być naturalnym schronieniem. Tak było dawno temu, gdy to właśnie w tych rejonach – według legend – piraci gromadzili swoje łupy.

Następnym celem jest Soutern Lighthose - latarnia morska, o której mówi się, że jest jednym z najbardziej nawiedzonych miejsc w okolicach (oprócz Marsden Grotto oczywiście). W momencie uruchomienia, czyli w 1871 roku, była najnowocześniejszą latarnią morską na świecie. Wybudowano ją ze względu na ekstremalnie niebezpieczne wybrzeże przy zatoce Marsden i ruch statków, które przybywały tu po czarne złoto czyli węgiel. Żeglarzy ostrzegało wówczas 800 tysięcy żarówek. Światło z latarni było widoczne na 26 mil (42 km), a sama latarnia hałasowała do tego stopnia, że okrzyknięto ja najhałaśliwszą latarnią morską w Anglii. Zamknięto ja w 1988 roku, po 117 latach ciężkiej pracy.

W zjawiska paranornalne można wierzyć lub nie, ale Tom Baker w swej książce "Hunted Britain" (w tłumaczeniu: „Nawiedzona Brytania” lub „Brytania, w której straszy”) w skali jeden do pięciu ocenia ją na trzy. Opisuje lewitujące przedmioty, wszechobecny zapach tytoniu, spadającą nagle temperaturę w pomieszczeniach mieszkalnych latarni. Pisze też o duchu jednego z latarników, widywanym tu ponoć czasami.

Latarnią od 1989 roku opiekuje się National Trust (bilety dla rodziny to wydatek rzędu 10 funtów, dla członków National Trust wejście jest bezpłatne).

Zwiedziwszy latarnię udajemy się na północ, do odległej o około kilometr Marsden Grotto i tam czeka nas następna porcja paranormalnych zjawisk, niewiarygodnych historii i niesamowitych widoków. Marsden Grotto zostało ocenione w książce Bakera na cztery w pięciostopniowej skali.

Zanim jednak opowiem Wam o jego historii, muszę wspomnieć, iż takiego drugiego miejsca na świecie nie znajdziecie. Marsden Grootto stała się w 1782 r. domem dla niejakiego Jacka Blastera, górnika, który w pewnym momencie swojego życia stał się bezdomny. Wpadł on na świetny pomysł, by wykorzystać naturalną, morską, malowniczo położoną grotę na swoje mieszkanie. Niebawem zaczeli go odwiedzać okoliczni mieszkańcy, ciekawi, jak poradził sobie ów Jack. Jego żona – Jesse  przyjmowała gości, częstując ich za niewielką odpłatą miejscowymi specjałami. W ten sposób Marsden Grotto stało się atrakcją turystyczną. Jack mieszkał w grocie przez 10 lat, aż do swojej śmierci w 1792 r.

Do roku 1826 grota stała pusta. Do czasu, gdy Peter Allan – syn lokalnego gajowego zauważył możliwość zarobienia na niej pieniędzy. Wprowadził się więc do niej i zaczął ją rozbudowywać. W trakcie prac odkryto 18 szkieletów ludzkich, prawdopodobnie piratów, którzy w grotach chowali swe łupy, co dodało tylko grocie popularności i zaczęło przyciągać coraz więcej ciekawskich turystów. Peter rozbudował grotę oraz zbudował promenadę tuż przed jej wejściem. Kontynuował tradycje sprzedaży smacznych przekąsek oraz alkoholu.

Peter – ojciec ośmiorga dzieci był bardzo szczęśliwy, prowadząc swój buisness. Niestety w 1848 roku niejaki John Clay zakupił duży obszar okolicznej ziemi. zwany The Leas. No i się zaczęło. Peter nie chciał oddać groty, bo według niego stanowiła jego własność. Po wieloletnich procesach sądowych Peter mógł zachowac grotę jednak tylko odnajmując ją od Johna Claya za kwotę 10 funtów rocznie. Kompletnie załamany popadł w depresje i zmarł w sierpniu 1850 r.

Później grota przechodziła już często z rak do rąk, była unowocześniana i modernizowana.. Ostatnie wielkie remonty miały miejsce w roku 2008, kiedy to przez ponad pół roku trwał generalny remont schodów, windy i wnętrza.

W środku groty znajduje się oczywiście pub serwujący zgodnie z tradycją ciepłe posiłki i pyszne piwo. W nim również pełno jest historii... i oczywiście duchów.

Polecam gorąco pysznego zimnego guinessa, bo przed nami jeszcze dobre 3 km spaceru do złocistych plaż  South Shields.

Aleksandra Wys

North E Trips

fotografie © Fot. awphoto

 

Czytaj także