Tue07252017

Last update02:39:00 pm

Font Size

Profile

Menu Style

Cpanel
Back Czytadło Strona główna CZYTADŁO - nowe Strona główna Samo życie Strona główna Anioł z Hannoveru

Anioł z Hannoveru

  • PDF

Kiedy wyjeżdżałem z domu w stronę lotniska było jeszcze ciemno, jakby w półśnie przejechałem przez budzące się świcie moje miasto – Newcastle upon Tyne. Wprawdzie nie urodziłem się tutaj, ani nawet nie w Wielkiej Brytanii, ale w tym wyjątkowym miejscu odnalazłem swoje miejsce na ziemi.

Kiedy zastanawiam się, skąd jestem, to zawsze przychodzi mi na myśl – północno-wschodnia Anglia. Jestem Polakiem i pochodzę ze Śląska, ale to wcale nie przeszkadza mi mieć poczucie, że moim miejscem jest Newcastle. Kiedy dojechałem do lotniska, było jeszcze ciemno. Usiadłem w hali odlotów naprzeciwko wielkiego panoramicznego okna i zmrużyłem powieki...

Rok 1986 był w historii Polski bardzo znaczący. Na świecie ciągle panował dwubiegunowy podział na Zachód i Wschód, dzielący Europę na „lepszą” - bogatszą, cieszącą się swobodami demokratycznymi i „jeszcze lepszą” wschodnią – gdzie się urodziłem. Jednym słowem żyłem w socjalistycznej, ponurej rzeczywistości biednego, wschodnioeuropejskiego kraju, w którym marzeniem większej części obywateli było by wyjechać na Zachód.

Ja jednak miałem wtedy inne marzenia. Bardzo chciałem mieć walkmana Sony, chciałem mieć oryginalną płytę Kaja Goo Goo i skuter marki motorynka. Ale przede wszystkim miałem wtedy 16 lat i zakochałem się po raz pierwszy w życiu. Ona miała najpiękniejsze na świecie ciemne włosy, tajemniczy uśmiech Mony Lizy i najcudowniejsze na świecie oczy. Pewnego wiosennego wieczoru, kiedy moja mama wyjechała na delegację i zostałem w domu sam, zaprosiłem do siebie mojego Anioła, a ona uczyniła mnie mężczyzną.

To spowodowało, że pokochałem ją po stokroć bardziej. Miałem wprawdzie podkoszulek z logo Solidarności i słuchałem radia Wolna Europa, ale nie miało to dla mnie specjalnego znaczenia. Nie obchodziła mnie ani komuna, ani demokracja. Nie cierpiałem z powodu braku wolności słowa i trudnej sytuacji ekonomicznej. Byłem szczęśliwy, bo była Ona. Mimo, że w ówczesnej Polsce zabronione było prawie wszystko, to nikt nam w socjalizmie nie zabraniał kochać aniołów. Ona dla mnie zawsze była aniołem i ze swojego jedynego obywatelskiego prawa korzystałem jak mogłem.

Kiedy już poczułem się pierwszy raz mężczyzną, odkryłem świat jakby na nowo. Miałem poczucie, że zaczyna się w moim życiu nowy wspaniały etap. Po namiętnych chwilach intymności, zmęczeni miłością ubraliśmy się pospiesznie, by zdążyć na ostatni autobus, tak by mogła wrócić na czas do rodziców. Odprowadziłem ją na przystanek. Nie pozwoliła mi jednak wsiąść razem z nią do autobusu. Pocałowała mnie jeszcze tylko na do widzenia namiętnie w usta i odjechała „dziewiątką” ...

Nazajutrz z bukietem kwiatów udałem się do mojego Anioła, by opowiedzieć jej wszystko, co mi się śniło i skraść milion pocałunków. Byłem bardzo szczęśliwy, czułem się dumny, że ta piękna dziewczyna wybrała właśnie mnie. Cały świat zdawał się cieszyć ze mną. Wiosenne słońce swoimi promieniami wskazywało mi drogę do magicznego miejsca gdzie mieszkał Anioł – ulicę Powstańców Śląskich w Opolu. Po chwili stałem już na ciemnej wysokiej klatce schodowej przed drzwiami domu gdzie mieszkała moja ukochana. Jeszcze tylko puk puk i znowu ujrzę jej oblicze. Kolejne puk puk. i kolejne i nic. Masywne drzwi wejściowe mieszkania przede mną pozostawały zamknięte. Nerwowo spojrzałem na zegarek. Czyżby jeszcze spali? pomyślałem. Była już 11, więc chyba powinni już wstać. Zwłaszcza, że dzień był taki piękny. Kolejna puk puk zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, bo otworzyły się drzwi mieszkania naprzeciwko i stanęła w nich starsza, ubrana w szlafrok kobieta. Nerwowo odwróciłem się w jej stronę i z zawstydzeniem schowałem za siebie bukiecik ukradzionych z klombu na skwerze czerwonych róż. Staruszka najpierw przeszyła mnie swoim przenikliwym spojrzeniem, potem wysokim i chrapliwym głosem zadała krępujące pytanie : A czemu tak stuka o świcie? Ne wie, że oni wyjechali? Zdumiony zapytałem niepewnym głosem:  A kiedy wrócą? Kobiecina zarechotała cichutko, jakby usłyszała żart: Jak to, to on nie wie? I odpowiedział z okrutną satysfakcją w głosie: Nigdy! Wyjechali do Niemiec i nigdy nie wrócą.

W latach osiemdziesiątych z mojego miasta wyjechało do zachodnich Niemiec tysiące mieszkańców. Pomimo braku wolności w komunistycznej Polsce główne przyczyny emigracji związane były z względami ekonomicznymi. Ludzie nie chcieli żyć w szarym świecie, gdzie dzień, w którym udało się kupić papier toaletowym należało było uznać za szczęśliwym a posiadanie telefonu w domu oznaczało wysoki status społeczny. Kto miał okazję, wyjeżdżał. Kto musiał zostać, szukał okazji, by wyjechać. To były takie czasy.

Nigdy nie wrócą – powtórzyłem w myślach i zrozpaczony wybiegłem z wysokiej, zimnej i obcej mi klatki schodowej wprost na tonącą w strugach ulewnego deszczu ulicę miasta zagubionego na południowym krańcu mojej socjalistycznej ojczyzny. Ślad mojej ucieczki znaczyły upuszczane bezwładnie po kolei czerwone róże. Masywne krople deszczu rozbijały się na czubku mojej głowy w rytm słów pytania „dlaczego?”. Pomyślałem wtedy, że to co się między nami wydarzyło poprzedniego wieczoru, było końcem, a nie początkiem, że mój anioł przyleciał do mnie, by się pożegnać, ale chciał mi zaoszczędzić jak najwięcej bólu rozstania, więc nie powiedział mi, że ten nasz pierwszy raz jest zarazem naszym ostatnim razem. Po raz pierwszy wtedy doświadczyłem prawdziwej miłości, nie tylko dziecięcej egzaltacji, ale także spełnienia i intymności, której w takim stopniu już nigdy w życiu nie potrafiłem odnaleźć. Po raz pierwszy wtedy doświadczyłem okrucieństwa systemu komunistycznego, który w moim przypadku ograniczył skutecznie możliwość jakiejkolwiek walki o swoje prawo do miłości. Nie miałem szansy odnaleźć mojego Anioła. Nie miałem szansy nawet podjąć próby, bo nie miałem szansy wyjechać z kraju czy choćby zadzwonić za granicę. Nie było nadziei.

Zostały mi już tylko wspomnienia tej cudownej kobiety, tajemniczo, ale jakoś tak tragicznie smutno uśmiechającej się do mnie po raz ostatni na przystanku autobusowym, pięknego wiosennego wieczoru w czerwcu 1986 roku, kiedy mówiła mi po raz ostatni do widzenia, wsiadając do autobusu miejskiego, który – jak wtedy się wydawało – zabrał mi ją na zawsze.

Pytałem wszystkich znajomych o jej nowy adres, pytałem o telefon. Nikt nic nie wiedział. Dowiedziałem się tylko, że mieszka gdzieś w Zachodnich Niemczech w okolicach Hanoweru i że „została wydana za mąż”. Pomyślałem sobie, ze nie mogła kochać swojego narzeczonego, skoro w noc przed wyjazdem kochała się ze mną. To jeszcze bardziej zabolało moja ambicję i głębiej zraniło moje uczucia. Przysiągłem w kościele, że kiedyś ją odnajdę. To wydawało się wtedy niemożliwe, ale jej obraz wciąż tak wyraźnie miałem w sercu zapisany, nigdy nie potrafiłem jej zapomnieć. Usiadłem w swoim pokoju przed kartką papieru, by napisać list do mojej ukochanej. To było pewnej pachnącej bzem, wiosennej nocy w czerwcu 1986 roku. Spojrzałem przez okno w dal na zachodzące w krwawej czerwieni słońce. Gdzieś tam daleko na zachód ode mnie jest mój Anioł - kobieta, której nigdy nie zapomnę. Zamknąłem na chwilę oczy. Zasnąłem nad niedokończonym listem...

.... Obudziły mnie promyki wschodzącego słońca, delikatnie głaszcząc pogrążone we śnie powieki. To był piękny wiosenny poranek, jakich wiele w czerwcu. Siedziałem w holu lotniska w Newcastle i obserwowałem odlatujące samoloty. Na kolanach miałem laptop z niedokończonym listem. Myśli garnęły się do głowy wprost z serca i jakby same układały się w miłosny wiersz do mojego Anioła. Kiedy już napisałem ostatnie zdanie i kliknąłem przycisk Wyślij, komputer zadał mi pytanie o temat wiadomości. Co mam napisać w temacie wiadomości, wysyłanej po 25 latach od ostatniego spotkania? Pamiętałem każdy szczegół z jej wyglądu, pamiętałem każdą sekundę naszej znajomości, zwłaszcza te kilka ostatnich godzin przed rozstaniem. Wszystko to tak nagle wypłynęło z najgłębszych pokładów mojej podświadomości, kiedy znalazłem jej zdjęcie i adres internetowy na portalu społecznościowym. Całą noc biłem się z myślami, czy mam prawo po takim czasie jeszcze się do niej odezwać. Tyle się przecież zdarzyło. Jestem już czterdziestoletnim mężczyzną z całym bagażem doświadczeń. Wyglądam zupełnie inaczej jestem kimś zupełnie innym. Ale ciągle jeszcze na myśl o niej budzi się we mnie taka nieokreślona emocja. Uczucie szczerej, czystej i delikatnej pierwszej miłości. Ona ciągle jest cząstką mnie, ciągle płynie w mojej krwi. W moim sercu jest jak archetyp czystej młodzieńczej miłości. Uczucia pozbawionego trosk i lęków miłości dojrzałej, bez zdrady, kłamstwa, egoizmu, wyrachowania... Idealne uczucie pełne ciepła zaufania i zachwytu nad odkryciem seksualności. I tęsknota do anioła, który dawno temu odleciał pozostawiając mnie rozdartego bólem tęsknoty. Ona jest ciągle cząstka mnie. Przez te lata uśpione emocje eksplodowały nagle od iskry wznieconej przez przypadkowe kliknięcie w klawiaturę komputera. Ale czy ona mnie będzie pamiętać? Siedziałem z tymi pytaniami w holu lotniska z biletem lotniczym do Hanoweru w ręku. Spojrzałem przez panoramiczne okna hali odlotów lotniska w Newcastle, gdzieś tam daleko na wschód ode mnie jest mój Anioł....

Piotr Surmaczyński

Czytaj także