Tue07252017

Last update02:39:00 pm

Font Size

Profile

Menu Style

Cpanel
Back Czytadło Strona główna CZYTADŁO - nowe Strona główna Samo życie Strona główna Co nagle, to po diable

Co nagle, to po diable

  • PDF

Tym powiedzeniem mogę podsumować to, co przydarzyło mi się dwa i pół roku temu. Pośpiech, działanie pod wpływem emocji i ufanie przypadkowej osobie kosztowało mnie sporo nerwów, zdrowia, a przede wszystkim kilka tysięcy funtów. Dzisiaj chcę o tym opowiedzieć i przestrzec innych.

Mam na imię Agnieszka. Od czterech lat mieszkam z rodzicami w północnej Anglii. Teraz mam 23 lata, a do Anglii wyjechałam zaraz po maturze, bo nie dostałam się na studia, a na pracę w Polsce nie mogłam liczyć.

Niebezpieczna droga

Było to pod koniec listopada 2010 r. Wielką Brytanię zaatakowały wtedy niespotykane wcześniej mrozy i śnieżyce. W takiej pogodzie zdarzyło mi się wracać z pracy w przetwórni ryb ze znajomymi z pracy. Warunki były fatalne. Mój znajomy jechał bardzo uważnie i ostrożnie, ale na nic to się zdało.

Niewiele pamiętam z tamtego wieczora. Huk, szarpnięcie, a potem ogromny ból w prawej nodze. Nie wiem nawet, jak znalazłam się w szpitalu. Pierwsze, co pamiętam, to twarze zapłakanych rodziców, którzy przyjechali odwiedzić mnie w szpitalu na drugi dzień. Wyjaśnili, że mieliśmy wypadek. Że w nasz samochód, wjechał jakiś Anglilk, który wpadł w poślizg na oblodzonej drodze. Powiedzieli mi też, że nie tylko mam złamaną nogę w gipsie, ale że jest to skomplikowane złamanie z przemieszczeniem i że czekają mnie tygodnie, a raczej miesiące leczenia.

Długie leczenie

I tak też się stało. Kość zrastała się stopniowo, a potem konieczna była długa rehabilitacja. Zostałam zwolniona z przetwórni ze względu na długą nieobecność w pracy. Przez tygodnie byłam na utrzymaniu rodziców, którzy też nie zarabiali kokosów. A przecież w domu była jeszcze dwójka mojego rodzeństwa – czternastoletni Daniel i dziesięcioletnia Natalia.

Czułam się jak pasożyt. Nie dość, że nic nie wnosiłam do domowego budżetu, to jeszcze sporo kosztowały moje lekarstwa i jedzenie, zwłaszcza że nie mogłam jeść byle czego.

To siedzenie w domu na garnuszku rodziców i powolna rehabilitacja dobijały mnie. Chciałam coś zrobić, żeby nie być już ciężarem dla rodziców, mieć trochę własnych pieniędzy i poczuć się przez to lepiej. Dlatego bez większego namysłu, nie mówiąc nic rodzicom, przystałam na propozycję Tomka – kolegi z pracy, który ni stąd ni zowąd odwiedził mnie w domu jakieś dwa miesiące po wypadku.

Pośrednicy pośredników

Tomek powiedział mi, że ma znajomego, który zajmuje się odzyskiwaniem odszkodowań za wypadki samochodowe. Bez wychodzenia z domu miałam mieć wszystko załatwione i szybko dostać pieniądze. Opisałam, gdzie i jak doszło do wypadku oraz przedstawiłam swoje obrażenia. Cały czas Tomek i jego kolega byli bardzo mili, odpowiadali na moje pytania telefoniczne, wypisali papiery w moim imieniu po angielsku i dali tylko do podpisania, żebym nie musiała się z niczym męczyć. Byłam bardzo wdzięczna Tomkowi i przekonana, że robi on to wszystko z dobrego serca. Podejrzewałam, że może Tomek się we mnie podkochuje, ale jest nieśmiały i cała ta pomoc z odszkodowaniem ma tylko dać mu pretekst do dzwonienia i odwiedzania mnie w domu.

Cieszyłam się więc podwójnie, wiedząc, że wkrótce dostanę pieniądze, a także myśląc, że jestem obiektem uczuć Tomka.

Gorzkie rozczarowanie

Gdy po sześciu tygodniach od pierwszej wizyty Tomek przyszedł do mnie z czekiem za odszkodowanie, myślałam, że wreszcie szczęście się do mnie uśmiechnęło. Dwa tysiące funtów?! Cieszyłam się jak dziecko. Nigdy wcześniej nie widziałam tylu pieniędzy na oczy. To moje dobre dwie pensje z przetwórni i to w jednym „rzucie”.

Wkrótce okazało się jednak, jak bardzo się myliłam. Gdy teraz na to patrzę z perspektywy, to widzę, że dwa tysiące to bardzo skromna rekompensata za pół roku bólu, leczenia i pozostawania bez pracy. Co gorsze okazało się też, że Tomek interesował się mną wyłącznie ze względu na sprawę o odszkodowanie. W dniu, w którym przyniósł czek, widziałam go ostatni raz. Gdy zadzwoniłam do niego tydzień później, zaniepokojona jego milczeniem i stęskniona, on był bardzo zaskoczony i zdziwiony. Powiedział, że nie rozumie, dlaczego do niego telefonuję, skoro sprawa jest już zakończona.

Wymówki rodziców

Gdy któregoś dnia mama spytała mnie, dlaczego Tomek już nas nie odwiedza, z płaczem wyznałam, że chodziło mu tylko o odszkodowanie. Od słowa do słowa... Opowiedziałam wszystko. Mama trochę mi współczuła, ale miała pretensje, że się pospieszyłam, nie spytałam o poradę czy nie poinformowałam o decyzji. Ojciec za to wściekł się dosłownie, że mieszkając z nim pod jednym dachem miałam przed nim takie tajemnice. Tłumaczył, że przecież jestem jego dzieckiem i utrzymywałby mnie tak długo, jakby było trzeba.

Stracona szansa

Przykro było mi słuchać tej litanii żali i wyrzutów. Jeszcze gorzej poczułam się jednak, gdy dowiedziałam się, że za swoją złamaną w ten sposób nogę i za półroczną rehabilitację oraz stały uszczerbek na zdrowiu dostałabym wiele więcej. Gdybym tylko zwróciła się do prawdziwej kancelarii prawnej... Takiej zajmującej się odszkodowaniami za wypadki od wielu lat i potrafiącej wywalczyć dla poszkodowanego sumy odpowiadające rozmiarowi obrażeń i utraconych zarobków. Niestety, podpisałam oświadczenie i przyjęłam pierwsze odszkodowanie. To zamknęło mi drogę do dalszego walczenia o swoje. Dostałam dwa tysiące, a straciłam wiele wiecej. Dostałam też gorzką nauczkę, żeby nie podejmować decyzji w pośpiechu, pod wpływem emocji, a przede wszystkim, żeby nie ufać przypadkowym ludziom, ale swoje sprawy oddawać w ręce specjalistów.

Historię Agnieszki spisał Set

Jeśli chciałbyś opowiedzieć nam swoją historę, napisz na adres This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it

Jeśli chciałbyś, żeby Twoją sprawą o odszkodowanie za wypadek zajęła się renomowana kancelaria brytyjska z mówiącymi po polsku konsultantami, KLIKNIJ TUTAJ>>

 

Czytaj także