Sun11192017

Last update09:57:12 am

Font Size

Profile

Menu Style

Cpanel
Back Czytadło Strona główna CZYTADŁO - nowe Strona główna Samo życie Strona główna Miłość jest ślepa

Miłość jest ślepa

  • PDF

Kiedy moja dwudziestoletnia córka wróciła któregoś dnia z pracy oświadczając, że idzie wieczorem na randkę, cieszyłam się razem z nią. Dziś, kilka miesięcy później, nie mam już powodów do radości, a raczej tylko do obaw, smutku, a może i złości. Posłuchajcie zresztą sami.  

Pierwsza randka

Moja Martusia wróciła z tej pierwszej randki rozpromieniona, rozanielona, po prostu szczęśliwa. Stanęła w drzwiach z pokaźnym, płaskim pudełkiem, krzycząc prawie, że to była najwspanialsza randka w jej życiu. Najpierw spacer wśród nadmorskich ruin jakiegoś opactwa, potem elegancki obiad, a na koniec jeszcze deser w postaci 12 pączków w różnych smakach i z różnymi polewam. W pudełku było właśnie kilka z tego tuzina pączków, którymi zaraz nas poczęstowała, dumna jak paw i roześmiana jak dziecko. Wtedy właśnie dowiedzieliśmy się z mężem kilku szczegółów o wybranku naszej córki – dwudziestoczteroletnim Angliku imieniem David.

Szybki rozwój sytuacji

Nie ukrywam, że sprawy między Martusią a Davidem nabrały bardzo szybkiego tempa. Szybko została zaproszona do jego rodziców na niedzielny obiad, gdzie wywarła bardzo dobre wrażenie. Polubili ją wszyscy, z psem włącznie. Po kilku tygodniach wyjechali razem na weekend do zabytkowego Yorku, a potem, któregoś wieczoru Martusia napisała SMS-a, że nie wraca do domu na noc, tylko zostaje u Davida.

Potrzeba dorosłości i samodzielności

Wkrótce zauważyliśmy z mężem niepokojące zmiany. Przestała się liczyć z nami, zrobiła się pyskata i przemądrzała, jakby pozjadała siódme rozumy. Mnie najbardziej wkurzały chwile, gdy czekałam na nią z ciepłą obiado-kolacją, a ona nie raczyła nawet powiedzieć, że nie będzie z nami jadła. Któregoś popołudnia zadzwoniła z kolei i powiedziała, że przyjadą w dwójkę na obiad. Spytała jednak, co gotuję. O naszej typowej porze obiado-kolacji, gdy mąż wraca z pracy, nie pojawili się jednak przy stole. Przyjechali samochodem Davida ponad godzinę później, oświadczając, że nie są głodni. Nie chcieliśmy robić jakiś scen przy – jakby nie było – obcym, a na dodatek nie-Polaku. Na drugi dzień znalazłam w kuchni na podłodze koło kosza na śmieci jakiś paragon. Sprawdzając, czy nie jest to coś ważnego, potrzebnego do gwarancji albo mężowi do rozliczenia się z pracodawcą, dowiedziałam się, dlaczego Martusia i David nie byli głodni. Paragon był rachunkiem za obiad dwóch osób z dość drogiej restauracji, a wydany był właśnie dzień wcześniej.

Pokazałam rachunek mężowi, gdy tylko wrócił z pracy. Zagotował się nie tylko dlatego, że zostaliśmy okłamani i zlekceważeni, ale także dlatego, że córka trwoni w zwykły dzień tygodnia tyle pieniędzy na jeden obiad, ile my potrzebujemy na pełne wyżywienie czteroosobowej rodziny przez pół tygodnia.

Oj, oberwało się Martusi wtedy. Gdy wróciła z Davidem wieczorem do domu, zawołaliśmy ją samą do pokoju i wygarnęliśmy wszystko. Był płacz, było tłumaczenie, że David nie lubi tego, co ja wczoraj gotowałam itp. W pewnym momencie nerwy puściły obu stronom. Wtedy Martusia powiedziała, że się wyprowadza i zamieszka z Davidem.

Przyparci do muru próbowaliśmy załagodzić sytuację. Ustaliliśmy reguły współżycia w nowych realiach, w tym informowania o planach, rozdział obowiązków domowych. Zgodziliśmy się, żeby David wprowadził się do pokoju Martusi po to tylko, żeby mieć jeszcze ją przy sobie i żeby dojrzała do wyprowadzki, zaoszczędziła parę groszy przed wynajęciem własnego mieszkania.

Prawda wychodzi na jaw

Wiedzieliśmy, że Martusia nie zdążyła odłożyć wiele na koncie bankowym. Pracowała zaledwie kilka miesięcy, wykosztowała się na piękne prezenty świąteczne nie tylko dla nas i swojego brata, ale też oczywiście dla Davida. Nie dokładała się do budżetu domowego, ale stawkę godzinową miała dość niską i jeszcze musiała dużo wydać na bilety autobusowe. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nieprędko stać ją będzie na wynajem mieszkania. Co innego David. Pracował już od 17. roku życia, szczycił się, że ma własny salon fryzjerski, dobrze zarabiających rodziców i bogatych dziadków. Jego ubiór, gadżety, zachowanie i rozrzutność przekonywały, że David do biednych nie należy.

Wkrótce jednak dowiedzieliśmy się, że firma słabo przędła, przynosiła straty i David zaciągał na jej ratowanie kolejne zobowiązania finansowe. Długów nie spłacał, rachunków telefonicznych nie opłacał, dopóki firma telekomunikacyjna nie rozłączyła mu komórki. Co jakiś czas dzwonili do niego z różnych instytucji finansowych, że ma zaległości w spłacie. On tłumaczył nam i Martusi, że to wszystko muszą być jakieś pomyłki, ponieważ wszystko spłacił. Po jakimś czasie okazało się, że salon fryzjerski już jest zamkniety, a David pracuje jako zwykły fryzjer u innych.

Prawdziwy szok miał dopiero nadejść. Na początku lutego dowiedzieliśmy się, że David został zwolniony z pracy. Martusia przyszła do domu zapłakana, żaliła się, jaki ten świat jest niesprawiedliwy, jak to szef skrzywdził Davida zwalniając go ponoć dlatego, że robił redukcję etatów.

David szuka pracy

Wtedy zaczęły nam wszystkim opadać klapki z oczu. David zresztą nie robił nic, żeby zachować jakieś pozory. Szukał pracy, a raczej udawał, że szuka. Wysyłał oferty i CV do różnych pracodawców, przy czym nawet formularzy nie umiał sam dobrze wypisać i Martusia mu we wszystkim pomagała. W praktyce wyglądało to tak, że to Martusia pisała za niego, a on w tym czasie przeglądał w komórce swojego Facebooka.

W tym momencie David stwierdził nawet, że nienawidzi swojego zawodu i chce go zmienić. Bez większego trudu dostał więc pracę jako opiekun osób starszych i niepełnosprawnych, ale już w pierwszy dzień nie podobał mu się system rozliczeń dojazdów do klientów oraz rozkład godzin. Gdy dostał trzy nocki pod rząd, co chwilę wydzwaniał do Martusi płacząc jej w słuchawkę, że rzuci pracę natychmiast lub zaraz w poniedziałek. W rzeczywistości nie wytrzymał w tej pracy nawet dziesieć dni, więc nie zapłacono mu za pierwsze dwa tygodnie szkolenia. Miesiąc przeleciał, a jego „kariera” już była skończona.

Wrócił zatem do fryzjerstwa, oferując usługi fryzjerskie w domu klienta. Klientów miałby mnóstwo, gdyby chciało mu się trochę wysilić i wrzucić coś więcej na Facebooka, jakieś zdjęcie, jakieś oferty. Ale po co? Lepiej zostać w domu i pograć w gierki komputerowe lub posiedzieć na internecie.

Nie tak powinno być

Może i jestem staroświecka, ale uważam, że mężczyzny obowiązkiem jest zapewnienie bytu rodzinie. Dostaję białej gorączki widząc, jak on wysypia się do południa, gdy Martusia codziennie rano wychodzi z domu do pracy o 6.30 i wraca często dopiero po 17.00. Ona pracuje 40 lub więcej godzin w tygodniu, on – może 12. Mało tego. Wieczorami jeszcze jej dokucza, że jak tylko siadają na łóżku w pokoju, to Martusia zaraz zasypia. Przecież ona jest zmęczona po tylu godzinach pracy i dojazdów! Czy nie ma prawa położyć się spać przed północą? Wygląda na to, że jej obowiązkiem jest dotrzymywanie towarzystwa panu i władcy, któremu zachciało się siedzieć do białego rana przy konsoli do gier.

Co ona w nim widzi

Ciągle się zastanawiam, dlaczego Martusia z nim jest. David nie ma żadnych z tych cech, które ja ceniłabym u mężczyzny. Nie jest podobny do taty Martusi wcale, a mówią, że dzieci podświadomie szukają partnerów podobnych do ich rodziców. Mnie coraz bardziej drażnią coraz drobniejsze przywary. Nie tylko to, że jest leniwy i ma dwie lewe ręce. Nie tylko to, żenie chce się uczyć po polsku i nie chce jeść polskich dań. Nie tylko to, że beka i mlaska przy jedzeniu. Najbardziej mnie boli to, że niszczy przyszłość mojej córki, która przez jego długi i nieodpowiedzialność chyba nigdy nie będzie w stanie nawet wynająć mieszkania. Boję się, że gdy Martusia oświadczy, że jest w ciąży, zamiast się cieszyć, będę się martwić, jak sobie poradzi z dwójką dzieci – Davidem i maleństwem. Próbuję delikatnie tłumaczyć, próbuję ostrzegać, że może sobie zmarnować życie, ale już chyba za późno na wszelkie tłum aczenia. Nie chcę się wtrącać, nie chcę być tą wredną teściową z kawałów, ale nie umiem przymknąć oczu na to, co się dzieje. Naprawdę nie wiem, jak to się wszystko skończy i nie wiem, co mam dalej robić.

Zwierzeń Doroty wysłychała peggy

Jeśli chciałbyś/chciałabyś opowiedzieć nam swoją historę, napisz na adres This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it